Kraj piękny tylko ludzie…

Powiedział drzewiej Marszałek o Polsce no i miał dużo racji. Dla Chińczyków jesteśmy esencją egzotyki. Gapio się. Nieustannie. Zdjęcia robio, filmujo, dzieciom palcamy pokazujo, a dzieci zastygają bez ruchu, w pół ruchu z rozdziawionymi paszczami. Lokalna młódź ma tu fotki nas (bo jest nas tu kilka osób nie-chińczyków) wszystkich i się nimi wymienia jak kartami z pokemonami. Poważnie. I jak któregoś zobaczą w autobusie czy na ulicy to bach za telefon i pokazują kolegom „o tego mam tu i tu i tu i z innego miasta jeszcze, a tu w takiej śmiesznej czapce, a tu je, a tu pije, a tu drapie się za uchem, a tu coś gada, ale przecie nikt normalny nie wie o czym, a tu…”.

Ludzie

W sklepie ekspedientki jak tylko mogą to dają nogę i wołają koleżankę. Ale jeśli naiwnie myślisz, że dlatego, że tamta coś po angielsku, to jesteś w błędzie. Generalnie NIKT tu nie mówi po angielsku. Ani w żadnym innym nie-chińskim języku. Oczywiście przesadzam, jest jednak faktem, że dopiero w Linyi, mieście z 28 2 milionami mieszkańców i to w hotelu 4-ro gwiazdkowym znalazłem JEDNĄ osobę, która znała angielski. Jedną, słownie jedną. Jak kończyła szychtę to do niej dzwonili jak o coś pytałem. W hotelu 5-gwiazdkowym dopiero z recepcjonistkami dało się dogadać. A w Fejszen (mniejsze miasto) w biznes hotelu NIKT. Biznes znaczy tylko lokalny.

Piękny kraj, tylko ludzie… jacyś tacy podejrzanie pogodni. Uśmiechają się i mówią dzień dobry. Nawet jak cię nie znają. I mili są, uczynni. Jeżdżę tu czasem autostopem, żeby na bilety nie wydawać no i autobusy są rzadko i nikt nie wie kiedy (rozkład jest, oczywiście, że jest…). Prawie zawsze się zatrzymują, podwiozą, próbują ze mną gadać, tylko ja ani be, ani me… Lokalni. Bo raz mnie wieźli turyści i chcieli ode mnie kasę za przewóz. Ale ponieważ nie zrozumiałem o co im chodzi to w końcu machnęli ręką.

W knajpie zrobią ci miejsce. Kiedyś dostałem butelkę wody od rodziny jedzącej przy tym samym stoliku. Na ulicy wołają za tobą „heloł” i czasem „łer arju from” ale to koniec podróży językowej bo odpowiedzi już nie kumają. Pytania czasem zresztą też nie…

Kiedyś musiałem coś załatwić w Linyi, spędziłem noc w hotelu, a tam – jak to w hotelu – nikt nie gadał po angielsku. Ale na miejscu była koleżanka, koleżanki recepcjonistki. Została się za tłumacza. Żeby skorzystać z okazji pytam gdzie jest sklep taki i taki. To polazła ze mną przez pół miasta, żeby mi pokazać. Sama z siebie. Taki jestem przystojny!

I tego typu opowieści mam wiele i to nie tylko ja. Kraj dziwny, ale ludzie fajni.

 

Korekta – 28 milionów ma Linyi z okolicznymi terenami

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s