Prawdziwa chińska kuchnia – wielkie rozczarowanie

Kiedy wybierałem się do Chin wiele osób mówiło mi wiele o kuchni chińskiej. Ze takie dobre, takie zdrowe jedzenie, że tak jest super, że mi aż zazdroszczą.

Kiedy dotarłem do Pekinu i ponieważ zginęło mi z życiorysu sześć godzin (dotarłem tam o szóstej rano) zamówiłem śniadanie. Wpadłem na głupi pomysł. Skoro jestem w Chinach –  zjem coś chińskiego. Zamówiłem zestaw – ryż z ziemniakami i sałatką owocową. Dostałem potrójną miskę, w której osobno był ryż, ledwo ugotowane ziemniaki, za to starte na wiórki i garść kawałeczków owoców polanych jakąś obrzydliwą hybrydą śmietany i jogurtu. Gdzie jest ta wspaniała chińska kuchnia?! Gdzie te dania, o których rozpływali się wszyscy, z którymi kiedykolwiek rozmawiałem o chińskich potrawach?

Wieczorem poszedłem na obiad czy może kolację. Kelnerka bardzo się starała, ale za nic nie mogli się dogadać. Dostałem menu ze zdjęciami i angielskimi podpisami rodem z Google Translatora. Były tam egzotyczne dania w stylu straszna świnia czy różowy ciekawy niebieski. W końcu zamówiłem makaron z czymś. Makaron okazał się wołowym rosołem, bardzo smacznym, w ogromniej misce. Nie zmogłem całego, za to stałem się lokalną atrakcją jedząc pałeczkami. Pierwszy raz zostałem obfotografowany przez pokazujących mnie sobie palcyma Chińczyków.

Rosół („krewetki„) i czikenburger za 7 juanów to jedyne dwa dania, które mogę uznać za smaczne. Raz jeszcze w Linyi trafiłem na smażone pierogi, które były zupełnie dobre, ale do Linyi jest 80km.

Kuchnia chińska oczywiście bazuje na ryżu. Ale także na różnego rodzaju białych bułach, które są tyleż niesmaczne co ciężkostrawne. Właściwie nie są „niesmaczne” w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, bo po prostu pawie nie mają smaku. Jak papier.

Do ryżu i tych buł (które siłą rzeczy czasem jeść musiałem) dodawałem zawsze sos sojowy, co jest postrzegane jako srogi fopas, bo oni ryż jedzą soute, bez niczego, bez soli nawet prawie. Nie solą także makaronu. A byłby ten makaron nawet niezły (czasem) gdyby był posolony…

Tradycyjnie dania są zazwyczaj bardzo ostre. W Chinach jest płasko i brudno. Od tysiącleci woda pitna jest zamulona, a żywność szybko się psuje. Dlatego dania przyprawia się mocno, żeby zabić zapach i smak nadpsutej żywności. Tym się zresztą głównie różni kuchnia Chin od japońskiej, gdzie rzeki są wartkie, mają czystą wodę i szybko trafiają do oceanu. Japończycy mogą sobie pozwolić na jedzenie surowej ryby bo te ryby mają świeże.

Chińczycy ładują ostrą paprykę do wszystkiego. Słodzą pomidory. Walą szczypiorek i cebulę i przemysłowe ilości czosnku do każdego niemal dania. Bywało, że na stole nie było NIC co mogłem zjeść.

Ale mocne przeprawianie dań spowodowane jest także względami medycznymi. Chodzi oczywiście o tradycyjną medycynę chińską. Ostre przyprawy pomagają w zachowaniu równowagi elementów ciepłych i zimnych, jeśli dobrze pamiętam wzmacniają te ciepłe. Ja powinienem (wg tejże) jeść właśnie ostro bo lata karmienia mnie wiadrami leków rozregulowały mój organizm w skali wręcz kosmicznej. Szkoda tylko, że nie znoszę ostrego jedzenia i że mam chorą dwunastnicę i zjedzenie jajecznicy z ostrą papryką skutkuje trudnym do opisania bólem, który trwa i trwa i trwa…

Tęsknię za chlebem z masłem…

5 myśli w temacie “Prawdziwa chińska kuchnia – wielkie rozczarowanie

  1. Pamiętam jak po dwóch miesiącach podróżowania po Azji trafiliśmy w Kathmandu do baru prowadzonego przez Austryjaka ożenionego z Nepalką – ten boski smak kajzerki z szynką….
    Ale szczerze pisząc to moje doświadczenia z kuchnią chińską są zupełnie inne – objadałam się po dziurki w nosie takie wszystko było pyszne: zupa won-ton, ryż duszony z warzywami, kurczak w sosie kokosowym z ryżem oczywiście, krewetki na masełku z makaronem smażonym, cieniutkie paseczki wołowiny w sosie sojowym (z ryżem, a jakże), no i pierożki, chyba z 50 rodzajów pierożków z mięsem, warzywami, rybami, grzybami -pieczone, smażone, gotowane…. Trafiały się oczywiście dziwaczne (dla nas) rzeczy, takie jak chociażby boczek wędzony na słodko, ale generalnie było smacznie i zdrowo, był wybór czy wersja ma być łagodna czy ostra. No ale to jednak było w Singapurze, nie w Chinach…
    Za to desery czyli ciasta i słodycze – paskudne. Słodkie do granic możliwości, ciężkie, lepkie… Gorsze paskudztwo chyba tylko w Szwecji trafiłam.

    Polubienie

    1. No na pewno jest to mocno zależne od regionu. Hałewer jak zamówiłem raz w knajpie tradiszional disz to dostałem coś gumowatego w czymś białym i słodkim jak cholera, nie zjadłem.

      Polubienie

  2. Nie wiem czy takie pesymistyczne nastawienie czy faktycznie było aż tak źle. Każda kuchnia rządzi się swoimi prawami i dla nich pewnie kilka naszych dań jest nie do przejścia, kwestia kultury, przyzwyczajenia i tradycji. Ale tez kiedyś wpadłam na pomysł zeby sobie zamówić „chińskie śniadanie” ryżowa papka z owocami morza… (ale nie typu krewetk,i przegrzebki, itp) tylko takie małe robactwa… nie wspominam najlepiej:D

    Polubienie

    1. To oczywiste, że każda kuchnia ma swoje prawa i każda nacja własne przyzwyczajenia. Ja nie piszę, że Chińczykom nie smakuje kuchnia chińska – przeciwnie podaję przykłady, że im smakuje. Ja piszę, że mnie nie smakuje, a to nie ma związku z optymizmem czy pesymizmem.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s