Malezja, islam – zła opinia i uwagi praktyczne

O jak mi się nie podobało w Malezji. Spędziłem w Kuala Lumpur tylko dobę poznałem więc jedynie lotnisko i przedmieścia z tanimi hotelami. Jednak w tak krótkim nawet czasie kraj ten potwierdził chyba wszystkie stereotypy na temat islamu, a może konkretniej na temat muzułmańskiego państwa. Bo Malezja jest państwem muzułmańskim ze wszystkimi tego konsekwencjami, choć są tam też inne wyznania, z których najbardziej zauważalny jest hinduizm.

mal7

Nie lubię islamu odkąd go lepiej poznałem. Zanim nawet jeszcze powstało Daesz. Wszystkie te dyrdymały o religii pokoju to po prostu brednie, które rozwala w pył sam koran. A tłumaczenie, że wszystko zależy od interpretacji jest niepoważne. Prosty przykład – islam nakłada obowiązek dżihadu. Obowiązek. A dżihad to nie jest „walka z własnymi słabościami” jak mi to próbował wmówić pewien muzułmanin. Dżihad ma trzy fazy. Pierwsza polega na byciu miłym i zasiedlaniu nowych terenów nie opanowanych przez Islam, okłamywaniu sąsiadów, że się jest ich przyjacielem, wkupowanie się w łaski władz i takie tam. Pobieranie świadczeń socjalnych na przykład. W drugiej jest się mniej miłym, a w trzeciej wszyscy dostają propozycję nie do odrzucenia – konwersja, albo śmierć. Ewentualnie, jeśli jesteś wyznawcą religii „księgi” (jak chrześcijanie czy żydzi na przykład) możesz sobie nim zostać, ale masz płacić specjalny podatek – do 90%. Do kolejnej fazy się przechodzi jak muzułmańska społeczność jest już odpowiednio silna.

I to się dzieje w Europie właśnie. I trzeba być debilem, żeby tego nie widzieć. Albo ignorantem. Ale naprawdę można się tego dowiedzieć i to nie są moje widzimisie, to są fakty, do których bardzo łatwo dotrzeć – koran jest dostępny w sieci. Przecież ci „uchodźcy” to w ogromnej większości młodzi mężczyźni, którzy otwarcie mówią, że przybywają, żeby gwałcić nasze kobiety i że mamy dać im „ich” pieniądze. Ich pieniądze, bo koran wraz z imamami i szejkami różnego rodzaju naucza, że niewierni mają płacić wiernym. A niewiernych można mordować, okradać, gwałcić itd. Można, a nawet trzeba, bo to jest wola Jedynego.

Islam wyrządził straszliwe szkody społeczne. Po pierwsze – pierwsze słowa koranu to „czytaj”. I tysiąc lat temu muzułmanie czytali. To dzięki nim przetrwały dzieła Arystotelesa i innych greckich myślicieli, które spłonęły w Aleksandrii po politycznym mordzie Cyryla na Hypatii – pisałem o tym kiedyś w Kwartalniku Pedagogicznym. Architektura, medycyna, filozofia – świat islamu wniósł ogromnie dużo do światowej kultury dopóki jakiś mundry imam nie wpadł na pomysł, że „czytaj” odnosi się jedynie do koranu. Od tamtej pory zaczęła się degeneracja muzułmanów do tego co znamy dzisiaj. Analfabetyzm, fanatyzm, nędza i kompletna podatność na manipulacje na tle religijnym. I imamowie, którzy np. dowodzą, że nie jest prawdą, że Ziemia się kręci itd. I dowodzą tego za pomocą widelca i jabłka. I pedofilia, bo przecież sam prorok miał sześcioletnią żonę. Rozmawiałem niedawno z gościem z Emiratów Arabskich, zapytałem go o tę żonę. Powiedział, że owszem była, ale prorok miał też inne żony i z tą nie sypiał. Koran twierdzi co innego.

Islam każe kłamać i oszukiwać niewiernych. Rozprzestrzeniać koran ogniem i mieczem i zgładzić każdego, kto nie chce zostać muzułmaninem. Za apostazję jest kara śmierci. Z automatu. Z drugiej strony oni twierdzą, że każdy urodził się muzułmaninem, tylko niektórzy później nimi nie są. Czyli de facto każdy kto nie jest muzułmaninem zasługuje na śmierć, nie ma prawa do życia.

Islam jest pełen obłudy. Nie wspominając już o stosunku do kobiet. Muzułmanie chlają wódę, ale w filiżankach. Homoseksualistów mordują za sam fakt, że żyją. A tymczasem w Bangkoku widziałem arabów z Emiratów w tych ich śnieżnobiałych ubrankach przechadzających się ulicami za rączkę z wynajętymi homoseksualnymi kochankami.

Nie chcę wchodzić w sprawy konfliktu w Palestynie, bo obie strony są siebie warte w gruncie rzeczy. Choć historycznie rzecz biorąc to Palestyńczycy są potomkami Izraela. Izraelczycy to niemal w 100% Chazarowie, nie Żydzi – proszę sobie poczytać prace izraelskiego historyka z Uniwersytetu w Tel Awiwie prof. Szlomo Sanda o tym kto i po co wymyślił naród żydowski. To nawet nie są moje tezy.

I jeszcze jedno. W islamie jest obowiązek dawania jałmużny. Nazywa się to bakszysz. I to jest zasadniczo piękna idea, bo jak komuś nie wystarcza, a innemu zbywa to ten co ma więcej dzieli się z tym co ma mniej. Ale islam wykrzywił to do absurdu. Wiedzą o tym wszyscy, którzy kiedykolwiek byli np. w Egipcie na wakacjach. Egipcjanie domagają się bakszyszu za wszystko. Żądają go. Nikt nie pomoże nikomu bezinteresownie. Przytrzymają ci drzwi, pomogą z walizką, wskażą drogę, ale zawsze wymagają bakszyszu. Z moralnego czy duchowego (aj waj, duchowość!) punktu widzenia to jest po prost obrzydliwe, bo blokuje rozwój moralny, duchowy, niepotrzebne skreślić. Robisz coś za coś, zawsze. Nie dlatego, że jest słuszne. Robisz dla nagrody. Jak sobie radzą w islamie skauci – dalibóg nie wiem.

Ale do adremu. W Malezji jest dość drogo, szczególnie w porównaniu z innymi państwami regionu. Ceny są porównywalne do Polskich szczególnie, że przelicznik jest prawie 1:1. Czasem na niekorzyść złotówek, czasem rigittów (ringitt). Ale jest mimo wszystko drożej.

Fajne jest to, że jak się jedzie drogą przez las to nie ma sosen jak w Polsce tylko są palmy… Palmy po horyzont. Las palmowy jest jakiś taki mistyczny.

Za to lotnisko w Kuala Lumpur to jeden wielki dramat. Zorganizowane jest beznadziejnie. A przepisy bezpieczeństwa są po prostu absurdalne. Prosty przykład. Miałem strasznie fajny parasol, który kupiłem sobie w Chinach za niecałe dwie dychy. Przyleciałem z nim z Chin do Tajlandii i z Tajlandii do Malezji. W Malezji musiałem go wywalić, bo to jest łepon i nie mogę go wnieść na pokład samolotu. A moja laska nie jest łepon? Laski używasz. Parasola też używam… Mogę go nadać jako bagaż za 50zł. Nie nadałem..

Udało mi się bohatersko zredukować bagaż z dwóch do jednej walizki. Air Asia z Chin do Tajlandii pozwoliło mi zabrać dwie walizki po 23kg w cenie biletu. Do Kuala Lumpur mogłem zabrać jedną do 30kg. Ale z Malezji to samo Air Asia pozwoliło mi zabrać jedną walizkę do 20kg. A cena za nadbagaż jest niemal równa cenie biletu.

I tu uwaga praktyczna. Tanie loty w Azji wcale nie są tanie, choć słyszałem legendy, że można coś trafić za kilkanaście złotych nawet… Po pierwsze jak się lata „tanio” to się trzeba nakombinować jak cholera. Ja bilety kupowałem dwa całe dni. To samo z tanimi hotelami. Po drugie płaci się osobno za wszystko (dodatkowo) i per saldo często wychodzi podobnie. I nie są to opcje, które możesz wziąć lub nie (jak dodatkowy posiłek czy coś), to są koszty, które trzeba ponieść, ale które nie są ceną biletu… Dlatego tak długo trwa szukanie. Do tego dochodzą koszty przejazdów do odległych lotnisk, nocowania przy konekszyn flajt itd. Albo się leci 30 godzin z pięcioma przesiadkami za każdym razem 5 pięć godzin na lotnisku. Tego niestety nie mogę udźwignąć. Po dwóch dniach podróży z nocowaniem po drodze dochodzę do siebie dwa tygodnie (jak dobrze pójdzie).

I jeśli tylko się da trzeba załatwiać wszystko on-line. Nadbagaż on-line to jakieś 40zł. Na lotnisku 400. Wywaliłem sporą część (i tak potrzebnych mi) rzeczy i jeszcze musiałem dopłacić.

W Azji warto być bogatym… Wtedy to się ma życie… Tylko chyba nie o to chodzi.

I nie da się kupić wody do picia. Nie wniesiesz swojej bo wybucha i ci ją zabiorą, a dalej nie ma. Można kupić szklankę wody za 3,50 ale nie wniesiesz tego do samolotu przecież. Nie ma też żadnej restauracji po odprawie, żadnego sklepu. Dwa jakieś bary z obrzydliwymi kanapkami i jakieś ciastka.

Na lotnisku w Bangkoku można kupić wodę za złotówkę. W Pekinie jest bezpłatnie – tylko trzeba mieć naczynie. W Kuala Lumpur nie ma wcale.

Za to piniendze w Malezji mają fajne. Jakieś takie jakby z plastiku nie papieru, czy może raczej czegoś pomiędzy. Ładne takie. 50, 20, 10, 5 i 1. Najfajniejsza jest jedynka, bo jest częściowo przezroczysta. Na banknotach obowiązkowo król. Ale nie aktualny, bo króla mają kadencyjnego, wybieranego co pięć lat, ale „pierwszy”.

I jeszcze a propos stosunku do kobiet. Jest sobie pralnia, samoobsługowa, w Kuala Lumpur. Pewnie jedna z tysiąca. Całkiem fajna. I na ścianie reklama, mówiąca, że pranie tu jest łatwe, tak łatwe, że nawet kobieta sobie z nim poradzi. Oni nawet tego nie zauważają.

Zauważyłem to najpierw w Tajlandii, ale w Malezji też ludzie (niektórzy i czasem) zdejmują buty przed wejściem, może nie do sklepu, ale do dentysty czy innego punktu usługowego. W Kuala Lumpur wręcz tego wymagają. I fajna obserwacja z kiosku – na okładkach pism kobiecych azjatki. Niby oczywiste, ale zwraca uwagę.

I rzut oka na przedmieście Kuala Lumpur.

mal2
Przedmieście Kuala Lumpur

Jedna myśl w temacie “Malezja, islam – zła opinia i uwagi praktyczne

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s