Hong Kong [zdjęcia]

Hong Kong powitał mnie chłodem, ponurą pogodą i wyjątkowo szczegółową kontrolą bagażu. O kontroli napiszę przy innej okazji, a o pogodzie nie ma co gadać. Depresyjna.

hk_17.jpg

Hong Kong specyficznie pachnie. Szukam sposobu, żeby nie powiedzieć, że śmierdzi. Wszędzie unosi się charakterystyczny zapach, nie mówiąc już o okolicach różnego rodzaju knajpek. Nawet na eleganckich ulicach wali czymś, trudno powiedzieć czym konkretnie. Może po prostu miastem.

Ulice pełne turystów i chińskich hipsterów… Tego się nie da odzobaczyć.

Miasto jest azjatyckie i to widać, choć jest przecież bardzo inne, żeby nie powiedzieć kompletnie inne niż Pekin, Linyi czy filipińskie Cebu. Nie miałem czasu na zwiedzanie, powłóczyłem się tylko trochę po okolicach centrum.

Pierwsze co się rzuca w oczy to mnogość nacji na ulicach i ogromna trudność w znalezieniu chińskiej kuchni… Są przeróżne restauracje, ale tak zwanego street food nie ma. Za aligancko jest pewnie i nie pozwalajo. Jak się wie gdzie, to gdzieś tam po bramach można spotkać jakiś bar, ale nawet lokalni nie bardzo wiedzą gdzie. Udało mi się dwa razy i kuchnia hongkońska odpowiada mi bardzo. Głównym jej składnikiem, czy może raczej wypełniaczem, jest makaron nie ryż… I to taki w wersji instant, który znamy z chińskich zupek (robionych w Radomniu). Tylko może trochę lepszy.

McDonald ma inne kanapki, bardziej wyrafinowane powiedziałbym. I nie ma ryżu… Co jest standardem w azjatyckich MacDonaldach. W ogóle Hong Kong (Hongkong) jest siłą rzeczy bardziej europejski, choć to wciąż azjatyckie (w odbiorze) miasto. Tylko szczurów na ulicach nie widać.

Formalnie jest to część Chin, odkąd skończyła się Anglikom 99-letnia „dzierżawa”, ale tak naprawdę to rodzaj zależnego państwa (do 2047 roku). Wszystko Hong Kong ma własne włącznie z tym, że jeżdżą po niewłaściwej stronie drogi… A dla debili wszędzie jest przypomnienie na ulicach „patrz w lewo”. Uchroniło mnie to parę razy przed wlezieniem pod samochód, bo zgodnie z azjatyckimi zasadami pierwszeństwo tam ma silniejszy…

Za to policjanci, których widziałem, mają się nijak do tych znanych z filmów. Takie po prostu chłopki roztropki. No, ale może to byli stójkowi, a we filmach pokazują jakichś specjalnych. Nie wiem.

Własny też mają język bo w Chinach obowiązującym językiem urzędowym jest dialekt mandaryński, a w Hong Kongu kantoński. Różnica jest na tyle duża, że dogadać się ponoć nie sposób bo ledwie kilka słów jest podobnych. Różne są też krzaczki w pisowni.

Drogo jest okrutnie. Wszędzie.

A slumsy (są też i slumsy oczywiście) są w pewnym sensie nad miastem. Pełno jest bowiem wieżowców i to tam, ponad eleganckimi sklepami, żyje biedota. Ja trafiłem do bloku opanowanego przez Pakistańczyków głównie. Gotują nieźle, ale prawie wszędzie walą czosnek i każde (!) danie jest na ostro. Jak zamówiłem raz kurczaka, który zupełnie nie był na ostro, ani trochę to mi przepaliło gębę i kurczak był częściowo wieprzowiną. Ot życie.

Pokój, najtańszy jaki znalazłem był dwa razy droższy od pokoju w niezłym hotelu w Chinach czy na Filipinach i miał półtora metra podłogi, wciśnięte w kąt łóżko i maleńką łazienkę. Tłukłem wszystkim o wszystko i szpetnie rozwaliłem sobie nogę w tej łazience. Ale było czysto. Właściciel nie robił też problemu z późniejszym wymeldowaniem.

A sam budynek jak z Matrixa…

Spuścizną po Anglikach są nieprzebrane wprost tłumy zakładów krawieckich, w których można sobie obstalować garniturek na miarę gotowy w 24 godziny. Ulice pełne są zaś różnoskórych „majfriendów” którzy koniecznie chcą ci sprzedać taki garniturek. Albo oryginalną kopię dobrego zegarka. Bo sklepów z drogimi zegarkami też jest w centrum zatrzęsienie.

Kong Kong ma też własne pieniądze. Dolary hongkońskie warte mniej więcej pół złotego za sztukę. Czyli nieco są słabsze od chińskiego juana. Z banknotów najfajniejsza jest dycha bo częściowo jest przezroczysta. Na awersie lew.

Z lotniska, za 33 dolce do miasta zawozi specjalny autobus. Pełna kultura. Specjalne stojaki na walizki, super wygodne fotele, uczynni i pomocni kierowcy, a nad przednią szybą tablica ledowa wyświetlająca szczegółowe informacje gdzie akuratnie się znajdujemy, ile jeszcze będziem jechać do lub z lotniska, gdzie się przesiąść do Disney Landu i różnego rodzaju ciekawostki jak to na przykład, że właśnie przejeżdżamy przez najdłuższy na świecie wiszący most. Super sprawa. Szczególnie, że oprócz tego w autobusie są ekrany, na których o dziwo nie ma reklam tylko szczegółowy opis trasy z informację typu „teraz jesteś tu”.

Są i skauci w Hong Kongu. Spotkałem dwa typy, ale co do jednego nie mam pewności czy to byli skauci czy jakaś inna paramilitarna organizacja. Chłopcy i dziewczyny mają takie same mundury, niebieskie.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s