Najtrudniejszy egzamin w życiu czyli mam filipińskie prawo jazdy

Na prowincji bez transportu żyć się nie da. Trzeba więc mieć prawo jazdy (no i transport, ale o tym kiedy indziej). Większość osób, niezależnie od narodowości, ignoruje ten fakt. Policjanci zazwyczaj też, ale bywa różnie. Szczególnie, że jak wiadomo, biali bogaci są… Ponieważ polskie ważne jest 90 dni postanowiłem zdobyć filipińskie.

Nauczony doświadczeniem się przygotowałem tą razą i zaopatrzyłem w międzynarodowe prawo jazdy. Odwiedziłem Land Transportation Office na Samal. A tam tłum. Jak zwykle.

Generalnie w urzędach na Filipinach jest tłum. W bankach, u lekarzy itd. Głównie dlatego, że mają tragiczną organizację pracy. Nie inaczej jest w LTO na Samal. Wziąwszy numerek odczekałem swoje, zeznałem, że chcę przekonwertować prawo jazdy, udowodniłem, że międzynarodowe które mam jest także po angielsku (bo sir potrzebne jest tłumaczenie… z ambasady) wypełniłem formularz, zrobiłem kopie wszystkiego co się dało i poszedłem do pobliskiej kliniki na badania.

Klinika to pokoik za ażurową ścianą z nieheblowanych desek, w której dyżuruje okulista. A właściwie „lekarz od oczu” bo tak to się tu nazywa. Laryngologów też nie ma tylko są lekarze od uszu-nosa-gardła. Zostałem zważony (w butach i wszystkim, ledwie plecak odłożyłem), zmierzony (jw.). Zmierzono mi ciśnienie. Potem przeczytałem literki (czy widzę cokolwiek) i numerki (czy odróżniam kolory) i dostałem papier, że jestem super zdrowy. Zapłaciłem 250 pesos. I… wróciłem do kolejki. Na filipińskim prawie jazdy jest informacja ile mam wzrostu i wagi, ale nikogo nie obchodzi co tam wyszło z badań, ważne jest co się zadeklaruje.

W sumie podchodziłem do różnych okienek cztery razy, zostałem sfotografowany, cyfrowo „zdjęto” mój podpis – co zajęło w sumie bite pół dnia w upale i wrzasku. Usłyszałem, że trwa to długo ponieważ dziś im się system wiesza. Mają tabliczkę na stałe, że się wiesza system. Ale wiesza im się tylko dziś. I faktycznie następnego dnia się nie wieszał tylko padł kompletnie.

Metodologia w LTO jest chyba wszędzie taka sama. Tu też na ścianie dwa ogromne głośniki przez które są wzywani kolejni petenci po numerku, albo po nazwisku. Ale… na Samal jest fajniej niż w Cebu…

lto

Ponieważ urzędnicy są za szybką, w sali jest wrzask (mimo tabliczki „zachować ciszę” – niezbadane zjawisko) to nie słychać co mówią. Ale nil desperandum. Każdy ma mikrofon. Podpięty do głównych głośników, więc każde słowo, każdego urzędnika słychać (jednocześnie) w promieniu kilku przecznic.

Oprócz głośników, ku uciesze i edukacji gawiedzi, pod sufitem wisi wielki telewizor. Wyświetlane są tam plansze informacyjne z muzyczką typu „umpa-umpa” w tle. Po kilku minutach trudno już to znieść. Oprócz tego pokazują wywiady z policjantami z drogówki okraszone sfilmowanymi wypadkami drogowymi i filmiki jakiejś filipińskiej gwiazdy jutuba, która sobie robi żarty z ludzi i to filmuje. Żarty są wysublimowane niezwykle jak na przykład symulowanie biegunki w windzie. Sala ryczy ze śmiechu i klepie się po udach.

Na zakończenie udałem się do okienka numer osiem i tam mogłem sprawdzić, na monitorze czy moje dane wpisano do systemu poprawnie.

– Co to jest restrikszon 2?
– Tylko na cztery koła.
– Nie, nie. Ja potrzebuję prawa jazdy na motor, skuter.
– Ale masz prawo jazdy na samochód, a my robimy konwersję. Potem możesz sobie dorobić na motor, ale nie dziś. Jedna operacja dziennie, takie są przepisy.
– Kiedy będę mógł dorobić ten motor?
– Za sześć miesięcy.

Ta rozmowa była dużo dłuższa i przerywana wielokrotnie konsultacjami z coraz to nowymi przełożonymi. W końcu wylądowałem w gabinecie naczelnika LTO na wyspie Samal…

– Takie mamy przepisy.
– Ale blokujecie mnie na pół roku. Nikt mi nie powiedział, że nie będę mógł nic zrobić przez sześć miesięcy.
– Ale chciałeś konwersję.
– To nie róbcie tej konwersji. Nie mogę czekać pół roku.
– Ale już zapłaciłeś. I nie mówiłeś, że chcesz na motor.
– Bo macie prawo jazdy na motor i na samochód za jednym zamachem.
– Nie, kto tak powiedział?
– Urzędnik w Cebu.
– To źle powiedział. Mamy sześć różnych typów. Pani Basiu! Ile mamy typów? Sześć?
– Nie pani naczelnik, osiem.
– Mamy osiem różnych typów…

Ta rozmowa też była dłuższa. Ostatecznie pani naczelnik zajrzała w przepisy i się okazało, że mogę sobie abgrejdować prawo jazdy na motory następnego dnia, tylko muszę zdać egzamin. Po kolejnych konsultacjach uzgodniono, że tylko praktyczny. Zapytałem ile to potrwa. Usłyszałem, że jak przyjdę na ósmą to wyjdę przed dziewiątą.

Ciekawostka taka – tu jest osobne prawo jazdy na samochody z automatyczną skrzynią biegów… Może i słusznie.

Podziękowałem, wyszedłem i wsiadłem na motor… Wybiegł za mną urzędnik i mnie zatrzymał. Za nim wyszła pani naczelnik:

– To twój motor?
– Tak.
– Weź go jutro na egzamin…

Następnego dnia stawiłem się grzecznie przed ósmą. Po wypełnianiu kolejnych formularzy wziął mnie na rozmowę egzaminator. Nie wiedziałem, czy to zwyczajowa tu gadka szmatka (raczej tak) i czy od moich odpowiedzi coś zależy. Dowiedziałem się, że Filipińczycy to tragiczni kierowcy i kompletnie nie uważają na innych. Że jego szwagier Amerykanin boi się tu jeździć itd. Kilka razy padło pytanie jak się zachowuję w korku i co zrobię jak jest trafik. Odpowiadałem konsekwentnie, że ja bardzo uważam i szanuję innych użytkowników drogi.

Potem podeszliśmy do motoru.

– Pan podjedzie tam do końca uliczki i na metr przed skrzyżowanie zawróci i pojedzie z powrotem i do końca i tam na metr przed skrzyżowaniem zawróci.

I to był koniec egzaminu.

I wtedy wyłączyli prąd. Automatycznie włączył się ogromny generator. Światła (w środku upalnego tropikalnego dnia) i telewizor (a transmisją meczu MBA) włączyły się ponownie. Komputery nie…

Po kolejnej godzinie wciąż byli „off-line” więc powiedziałem, że nie będę czekał i wrócę później. Wróciłem i odebrałem moje nowe, śliczne, plastikowe prawo jazdy z restrikszon 1 i 2…

prawo-jazdy.jpg

A na nim jest wszystko… Że zgadzam się na pobranie organów… Że ktoś tam ma być zawiadomiony jakby co. Że ważę i mierzę tyle i tyle, że mieszkam tam i siam. Że jestem Polakiem. Są moje zdjęcia i zakodowane linie papilarne wszystkich palców itd.

W sumie zapłaciłem za konwersję, egzamin, rozszerzenie prawa jazdy i wydruk plastikowej karty niecałe 90 zł. I dwa dni życia…

To oczywiście duży skrót dwudniowych wydarzeń, ale już i tak nudnawy. Generalnie, choć urzędnicy nie są przesadnie kompetentni, to są mili i starają się pomóc. Do odpowiedzi (na pytanie ile coś potrwa) „do kilku godzin”, „sześć godzin”, „sześć miesięcy” już przywykłem…

A filipińskie prawo jazdy jest uznawane (wzajemnie) przez: Brunei, Indonezję, Malezję, Singapur i Tajlandię (Umowa ASEAN z 1985 roku).

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Najtrudniejszy egzamin w życiu czyli mam filipińskie prawo jazdy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s