Samal Island – nietoperze i terroryści [zdjęcia]

Wyspa Samal leży przy południowych brzegach drugiej co do wielkości wyspy Filipin Mindanao, tuż obok miasta Davao. Davao słynne było jeszcze 20 lat temu jako najbardziej niebezpieczne miasto w Azji. Dziś jest znane jako najbardziej bezpieczne. Zmiany tej dokonał prezydent kraju, a wówczas burmistrz Davao City Rodrigo Duterte. Dziś burmistrzem miasta jest jego córka.

W Davao właściwie nie ma nic… Mindanao to już południe kraju. Blisko terenów, na których występuje Al Kaida i kilka innych ugrupowań z partyzantką komunistyczną włącznie… W katolickim przypominam (nominalnie rzecz jasna) kraju. I bardzo chrześcijańskim, bo oprócz katolicyzmu są tu pewnie wszystkie chrześcijańskie i quasi chrześcijańskie sekty. Jest też islam, meczet i burki na ulicach.

Tak więc, szczególnie w portach, jest pełno wojska, policji i innych służb specjalnych. Wszędzie też wiszą plakaty ze zdjęciami poszukiwanych terrorystów. Płci obojga. Kilka lat temu na nocnym targu w samym centrum Davao, tuż obok jednego z najbardziej luksusowych hoteli wybuchła bomba.

Teraz jest spokój, choć zdania są podzielone.

W każdym razie turystów prawie nie ma. Białych jest bardzo niewielu i choć Samal to miejsce turystyczne, odwiedzają ją głównie Filipińczycy, którzy spędzają tu popołudnia i weekendy. W „resortach”. Resort to po prostu kawałek prywatnej plaży na której ktoś postawił wiaty, zbudował łazienki i pobiera opłaty za wstęp. Plaż publicznych prawie nie ma, a jeśli już do jakiejś się dotrze to jest kamienista okrutnie. Niektóre „resorty” mają pokoje, ale w zaporowych cenach. A „plaża” to często po prostu linia brzegowa…

Na Samal nie ma turystów, za to jest bardzo drogo. Na Filipinach skuter można wypożyczyć za 300 pesos na dobę. W droższych okolicach za 450-500. Tu skuterów nie ma. Można ewentualnie wypożyczyć motor za 1000 pesos na kilka godzin. Oczywiście nikt tego nie robi. Pokoje hotelowe, czy B&B są drogie. Czasem absurdalnie drogie jak na przykład w „resorcie” zbudowanym przy farmie pereł gdzie zaproponowano mi pokój za 1000 złotych za noc. I musiałbym go zarezerwować w ciemno, bo wejść na teren farmy nie można. Wszedłem kawałek tam gdzie nie można i zrobiłem zdjęcia. Szału nie ma… Droga kończy się kilometr przed pancerną bramą farmy i nigdzie nie ma ani jednego drogowskazu. A miejscowi zazwyczaj nie wiedzą, że mieszkają tuż obok, nic ich nie obchodzi.

Samal to ewidentny tryumf marketingu. Foldery i fotografie kuszą lazurową wodą i białymi plażami. To kłamstwo. Plaż tu prawie nie ma, piasek jest byle jaki i jest go niewiele. Do tego pełno kamieni. Woda jest zamulona o nędznej przejrzystości i śmierdzi. Za to jest wściekle gorąco. Temperatura (odczuwana) ponad 40 stopni. Woda w morzu jest nawet nie ciepła tylko gorąca.

A na samej wyspie nie ma nic. No prawie. Jest tu jaskinia nietoperzy wpisana do księgi rekordów Guinessa bo żyje w niej ponoć prawie dwa miliony nietoperzy, które wcianają owoce z rosnących na wyspie drzew. Między innymi dlatego każde mango na drzewie owinięte jest gazetą.

Jaskinia, a właściwie dziura w ziemi (duża dziura, zgoda, śmierdząca nieludzko), to właściwie jedyna atrakcja turystyczna. Może jeszcze ta farma pereł, ale zwiedzać się jej nie da jeśli się nie jest gościem hotelowym. Bilet wstępu na teren, na którym jest jaskinia kosztuje 120 pesos. Drogo. Bardzo. Do tego trzeba doliczyć piątaka opłaty klimatycznej doliczanej wszędzie, gdzie jest jakiś płatny wstęp w weekendy.

Nietoperze w lokalnym szamanizmie symbolizują śmierć i odrodzenie. To, że śpią głową w dół odczytywane jest jako alegoria reinkarnacji, przejścia w nowy byt. To także symbol odpuszczenia, porzucenia przyzwyczajeń, nawyków i poszukiwania nowych dróg, nowych metod, nowego podejścia. Konieczności zmian, nawet jeśli są niewygodne czy bolesne. Nietoperze prowadzą ludzi przez noc, przez niepewność i zagubienie, pomagając stawić czoła lękom. Ofiarowują dar słyszenia „między wierszami” – jeśli można tak powiedzieć. Przynoszą szczęście, pomagają w transformacji.

Na Samal prawie nie ma też dobrych dróg. Google się gubi, a to co pokazuje jako porządną drogę często zmienia się nagle w strome dno wyschniętego strumienia pełne kamieni i wystających skał. No i często nie ma też wody w kranach…

Są za to kokosy. Ale kupić się ich właściwie nie da. Każdy ma w ogródku palmę, więc biznes żaden.

s00a

Są też cudowne widoki i reliktowe kawałki dżungli.

s14.jpg

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s