Zacznij od disklajmera!

Gram w kiepskiej sztuce zwanej życiem
Lecz chciałbym zagrać pięknie

J. Kaczmarski

Chcieliśta to mata – mógłbym rzec w gruncie rzeczy. Wcale nie chciałem tego pisać, ale Naród się domagał to co ja mogę… Ale zanim ktokolwiek zacznie marudzić i się czepiać czy komentować to słów kilka wstępu.

01.jpgTo NIE jest blog podróżniczy. Nie wyjechałem do Chin szukać emocji czy zwiedzać, względnie poznawać egzotyczne kulture. Nie planujem także sprzedaży jakichś usług czy publikacji. Wyjechałem w bardzo konkretnym celu i w gruncie rzeczy siedzę cały czas w maleńkiej wsi w górach (zaraz tam góry, taki regiel dolny co najwyżej) i moje podróżowanie odbywa się w zasadzie w ramach jednej tylko prowincji aż po same szczyty gór okrytej smogiem. Zatem kiedy piszę „w Chinach jest tak czy inaczej” to mam na myśli Szandong. Chiny są wielkości Europy i pewnie życia mało na poznanie całych. A są tak różne, że sami siebie nie rozumieją bardzo często mimo, że teoretycznie mówią tym samym językiem (gdzie „teoria” jest słowem kluczem). Takoż gdy wspominam o Tajlandii to w gruncie rzeczy piszę o Bangkoku, choć akurat Bangkok jest raczej reprezentatywny. I naturalnie toż samo dotyczy innych krajów czy miejsc.

I mniej jeszcze jest to opis obiektywny. Piszę co widzę, co chcę i jak chcę. Po mojemu. Komentować bardzo proszę, ale jak mi się komentarz nie spodoba to wywalę. Czas jakiś temu porzuciłem szkodliwy społecznie wynalazek marksistowski (poprawność polityczne) więc proszę wziąć to pod uwagie. Zostaliście ostrzeżone.

Nazwy i słowa chińskie w ogólności pisać zamiaruję po naszemu. Chińskich znaczków nie znam, a ten ich pingion czy jak mu tam trzeba poznać, żeby skumać więc nic Wam po nim – no bo kiedy się „si” czyta jako „szy” a kiedy nie?

I nie będę się zachwycał. Jest rzeczą ze wszech miar oczywistą, że zauważam głównie to co mnie jakoś tam dotyka, głównie różnice. A że nature mam raczej konserwatywne, to i nie lubię zwyczajnie jak mnie na śniadanie, obiad i kolację dajo ryż, w tygodniu dni siedem. Nie żeby był to jakiś dramat, ale… Wiele razy słyszałem od różnych, mniej lub bardziej mi życzliwych osób, że powinienem patrzeć na świat tak więcej optymistycznie, tak bardziej się nim zachwycać, jakbym – nie przymierzając – miał zostać sołtysem czy czymś. I ja się tym przejmuję zasadniczo, ale. Ale z drugiej strony życie nie polega na dorastaniu do czyichś oczekiwać i wyobrażeń. Na prawdę długo trwało zanim to zrozumiałem i na prawdę dużo nad sobo pracujem. Dlatego po długim namyśle, latach całych rozważań i się bicia z myślami z cało wdzięcznościo i życzliwościo (miłościo nawet) – moja odpowiedź brzmi „nie”. To je moje życie, mój świat, moje opinie i ja na prawdę wiem co robię. Nie jestem taki gupi jak wyglądam i jak się może niektórym wydawać. Zaprzeczanie swojej naturze szkodzi i jest gupie.

Jednakowoż nie znaczy to, że się mi nie podoba. Się mi podoba, wiele rzeczy. Bardzo. Inne mniej. A inne wcale. I jeśli coś komuś jestem winien to uczciwość  względem siebie. Zatem będzie uczciwie. No i staram się z zacięciem badacza natury ludzi i społeczeństw obserwować bardziej i opisywać stan zastany niż wyciągać wnioski, choć i takie pewnie będą. To taki bardziej raport będzie niż analiza. Ale nie zawsze…

A fraza „bardzo daleko” nie dotyczy tylko kilometrów, ale też innych inszości, albowiem pisanie to będzie o podróży, ale nie tylko (by tak rzec) w wymiarze fizycznym…

Zapraszam! Może na coś Wam się przyda to wszystko.

Na koniec zachęcam do powrotów – często gęsto dodaję do artykułów akapit tu czy tam, więcej zdjęć i takie tam.

Wszystkie zdjęcia są moje chyba, że wyraźnie oznaczyłem, że nie.
© 2016 Marcin Wysmułek – wszystkie prawa zastrzeżone / all rights reserved

Reklamy